Na promie było nas trzech, Kuba, Wojtek i ja. Podróż do Dublina zawsze kojarzyła mi się z niesamowitą nudą, ale tym razem było inaczej. Opuściliśmy Liverpool z bagażem przygód. Właśnie w tym mieście powstał i koncertował zespół The Beatles, nie bez powodu odwiedziliśmy, więc pamiętny klub The Cavern. W dniu wyjazdu największy ośrodek promowy Wielkiej Brytanii błyszczał w słońcu. Prom Dublin Viking czekał na nas posłusznie. Cóż, nazwa inspirująca i jakże trafna, historia Dublina rozpoczęła się, bowiem od przybycia w IX wieku na to terytorium wikingów. Podróż trwała około siedmiu godzin przez morze Irlandzkie. Przewoźnik oferuje także przeprawy nocne, musimy spróbować następnym razem. Zarezerwowaliśmy bilety przez internet, dzięki czemu zaoszczędziliśmy sporo kasy, są to bardzo tanie promy. Często trafiają się promocję, więc warto zaglądać na stronkę. Tak się składa, że płynęliśmy pierwszą klasą, dlatego też mieliśmy zapewnione ekskluzywne miejscówki i luksusowe wyposażenie. Na pokładzie promu dostępny był bar z pełnym menu + dodatkowe kanapki. Nie da się ukryć, że mieliśmy sporo czasu na męskie rozmowy. Kuba jak zwykle rzucał kawały z rękawa, doprowadzając nas niemalże do ataku śmiechawki. Powspominaliśmy lata studenckie, te imprezy do rana...Korzystając ze wspólnego czasu na promie, wpadliśmy do tamtejszego baru, rozsiedliśmy się wygodnie popijając irlanckiego drinka. Któż wie, kiedy spotkamy się następnym razem. Partyjka w Magic The Gathering umiliła nam czas i przypomniała młodzieńcze czasy. Pokładowy catering był wyśmienity, zwłaszcza pełnie angielskie śniadanie i przekąski. Dublin przywitał nas urwistymi klifami i piaszczystą plażą. Rześka bryza od zachodu lekko nam zawróciła w głowach. Prom dostojnie przycumował do brzegu uzmysławiając nam, że podróż jest zakończona.